
Było ciemno. Zimny wiatr rozwiewał jej włosy, które co chwilę przesłaniały jej widok. Mimo, że był dwudziesty ósmy sierpnia, powietrze było już chłodne i wilgotne. Ulicę oświetlały tylko skąpe blaski latarni i migoczące na niebie gwiazdy. Brunetka opatuliła mocniej twarz szalikiem i przyspieszyła kroku. Nadal nie mogła w to uwierzyć - rzeczywistość wydawała się być niekończącym się sennym koszmarem. Niestety, była to prawda. Wracała właśnie z cmentarza, na którym spędziła popołudnie i wieczór, wpatrując się w grób tak bliskiej jej osoby - przyjaciela, anioła stróża i chłopaka. Hermiona długo rozpaczała po jego stracie, i nie mogła pogodzić się z jego odejściem. Co z tego, że Harry wygrał wojnę, że Voldemort i jego słudzy nie żyją, skoro już nigdy nie zobaczy Rona? Nie zobaczy jego uśmiechu, za dużych czerwonych swetrów, jego niechlujnego, a zarazem uroczego jedzenia. To wszystko w jednej chwili prysło niczym bańka mydlana . Czarodziejka szybko otarła spływającą po policzku łzę i wzięła głęboki oddech. Nagle za plecami usłyszała jakiś szelest. Gwałtownie obróciła się w lewo i wyciągnęła z kieszeni różdżkę. Spanikowana rozejrzała się dookoła. Nie zobaczywszy nikogo, odwróciła się i zaczęła biec w stronę domu, kurczowo ściskając różdżkę w ręku. Od ciepłego i przytulnego mieszkania dzieliły ją tylko dwie przecznice. Skręciła w lewo i zaczęła szperać w torebce w poszukiwaniu kluczy. Otworzyła czarną, skrzypiącą furtkę i szybko wbiegła po białych schodach. Przekręciła klucz w zamku i weszła do środka. Szybko zamknęła drzwi, wykonane z białego drewna, i osunęła się po nich na podłogę. Wzięła kilka głębokich oddechów i podniosła się z posadzki. Położyła torbę na blacie i przez okno zlustrowała ulicę, jednak nikogo tam nie dojrzała. Nieco spokojniejsza, ruszyła schodami na górę, aby przygotować się do snu. Wzięła krótką kąpiel, aby zrelaksować się i pozwolić odejść strachowi w niepamięć. Wychodząc z wanny spojrzała na swoją zmęczoną, pobladłą twarz. Związała mokre włosy w kucyka i wyszła delikatnie zamykając za sobą drzwi. Zeszła schodami do kuchni i otworzyła skrzypiącą szafkę. Wyjęła leki na spokojny sen i popiła je wodą.
-Hermiona- usłyszała za sobą głos.
Brunetka powoli odwróciła się do postaci i z ulgą odetchnęła widząc opierającego się o stół Harry'ego.
-Harry? Co Ty tu robisz?
-Nie odbierałaś komórki, więc chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku.
-Tak, dziękuję- mówiąc to przytuliła chłopka.
-Mi też go brakuje, Miona- pocałował w czubek głowy dziewczynę. -Ale damy radę. Dla niego, żeby widział nas takich jakimi byliśmy, jeszcze przy nim- mówiąc to, mocno uścisnął szatynkę.
-Harry? Zostaniesz ze mną? - spytała łamiącym się głosem dziewczynaa.
-Oczywiście- odpowiedział Harry, po czym oboje usiedli na kanapie.
-Bardzo mi go brakuje- szepnęła Hermiona opierając głowę na ramieniu przyjaciela.
-Ciiii... już nic nie mów- Harry pogładził dziewczynę po włosach. – Śpij już Miona. – dodał.
-Dobranoc Harry.
Po kilku minutach, kiedy dziewczyna już spała chłopak przykrył ją kocem, a sam już położył się na fotelu. Wreszcie mógł odetchnąć. Dziewczyna choć na chwilę nie zamartwiała się tym co będzie, tylko z lekkim uśmiechem wdychała i wydychała równomiernie jesienne powietrze...